„Więzienie nie różni się niczym innym od kalectwa, odejmującego zupełne lub częściowe zmysłów użycie. Na jedno albowiem wypada być ślepym i głuchym, jak nie widzieć i nie słyszeć.”

Z traktatu: Nad snami czyli nad marzeniami nocnemi moje uwagi BPAUiPAN Rkps 229

 

Po uwięzieniu, 44-letniego wówczas Hugona Kołłątaja pozbawiono majątku oraz wszystkich prebend, z wyjątkiem kanonii krakowskiej. Dochód z niej, w kwocie 108 zł rocznie, przeznaczony został na utrzymanie uwięzionego. Ponieważ kapituła krakowska wykreśliła go ze swojego gremium, rodzina Kołłątaja zwróciła się do cesarza Franciszka II o sądowe wyjaśnienie sprawy pozbawienia go majątku oraz godności kościelnych. Reskrypt cesarski wyjaśniał, że Kołłątaj nie został uznany za winnego, ale „…pozostaje pod najłaskawszą opieką rządu i nie może być uwolniony od razu, a jego posiadłości świeckie i beneficja odjęto mu nie za karę, ale w myśl ogólnie obowiązujących przepisów”.

 

O warunkach, w jakich przyszło mu spędzić osiem lat swojego życia, pisał tak:


„nie dość było odjąć mi wolność, wypadła potrzeba ucisnąć mnie do tego stopnia, abym jako winowajca zostawał zamknięty w więzieniu i odosobniony […] abym nie miał nikogo z moich służących do posługi, lubo o to kilkakrotnie dopraszałem się, chociaż bez nich, osobliwie w stanie mojej choroby, niewypowiedziane znoszę niewygody. Nie dość na tym odmówiona mi jest korespondencja z najbliższymi moimi krewnymi […] Stan mojej wygody i potrzeby tak jest ściśniony, iż mi na wszystkim prawie brakuje, obdarty z odzieży, jeżeli o cokolwiek upraszam, aby mi sprawione było, odpowiadano mi, iż fundusz wyznaczony na to wszystko nie wystarcza, lubo gdy mnie pojmano w Przemyślu, zabrano mi pieniądze, mogące wystarczyć tym miernym potrzebom […] prosiłem, aby mi kupiono za moje pieniądze książki, przysłano mi, jak na żart, 3 dzieła greckich pisarzów, lecz i te wkrótce odebrano […] nie jestem przecież w stanie pojąć, jaka by mogła być przyczyna, która by sprawiła tak okrutne ze mną obejście”.

[Z listu Hugona Kołłątaja do arcyksięcia Karola, wielkorządcy Królestwa Czeskiego, Josefsdtadt. 1798 r.]

 

Zamknięty został w ołomunieckim więzieniu, skąd przewieziono go do Josefstadtu, dawnej austriackiej twierdzy, gdzie przebywał od lutego 1795 do lipca 1798 roku. Następnie ponownie osadzono go w Ołomuńcu, skąd uwolniony został dopiero w grudniu 1802 roku.

Początkowo miał bardzo ciężkie warunki, które poważnie nadwyrężyły jego zdrowie, z czasem jednak uległy one poprawie i mógł poświęcić się swoim ulubionym zajęciom, to jest pracy pisarskiej. W odosobnieniu ujawnił się jego talent poetycki. Tu powstały liryki więzienne, w tym trzy cykle wierszy, głęboko osobiste, gorzkie, intymne, autotematyczne, obrazujące stan serca i umysłu ich autora, pisane przede wszystkim o sobie i dla siebie samego.